w strone wzgórza. Gdzies tam, w tym wielkim domu, Marla

Lucy przed stodołą na farmie w Vermoncie, ubrana w szorty
Nie doczekała się odpowiedzi.
wyobraźnię.
na szwagra.
W końcu na niego spojrzała.
-Tak.
Sebastian podszedł do drzwi.
spod kontroli. Po chwili przerwał ciszę.
Popatrzyła mu prosto w oczy. Jeszcze nigdy dotąd nie
jej śmiech. Zatrzymał się i popatrzył na nią z niedowierzaniem.
- Dziękuję, ale potrzeba mi jedynie paru dni samotności.
papierów. Świstki zasłały podłogę.
owiniętą bandażem. Wciąż był blady i osłabiony, ale wyglądał
że poznałeś go po pięciu latach nieobecności.

okiem nabrzmiała pulsujaca ¿yła. Marla domysliła sie, ¿e

R S
masz wielkie zasługi. Też wiele poświęciłaś.
Twarz Federica rozjaśniła się w uśmiechu. Pochylił się

W nocy pielęgniarka powiedziała mi, że dzięki tobie

„Pana Findleya nie ma w gabinecie”.
Wzięła go na ręce i okręciła się z nim w kółko; chłopczyk chichotał. Ręcznik zupełnie zsunął się z jej głowy i
210

nie da, ale należało spróbować.

Korytarz tak¿e był pusty, oswietlony tylko kilkoma
w powietrzu taki gest, jakby chciała schwytac cos ulotnego.
jednych do drugich wygladał coraz bardziej niepokojaco. Nick